Nowy Jork

poleć serwis drukuj

Krajobrazy Podhala i góralska kultura w filmie dokumentalnym „Ostatni górale”

04-06-2019

Polonia na...
Maciej Pawełczyk....
Filip Luft. Fot....

Polonia na wschodnim wybrzeżu 7 kwietnia i 3 maja będzie miała okazję zobaczyć film dokumentalny „Ostatni Górale” (Film Noir Cinema, 122 Meserole Avenue, Brooklyn, NY 11222 ). O to, jak powstawał ten film oraz o czym opowiada, „Biały Orzeł” zapytał jego reżysera Filipa Lufta oraz współproducenta Macieja Pawełczyka.

„Biały Orzeł”: W ubiegłym roku miała miejsce premiera filmu dokumentalnego „Ostatni górale”, który odniósł spory sukces – został nagrodzony Drewnianą Górą – Nagrodą Burmistrza Miasta Zakopane na 14. Spotkaniach z Filmem Górskim. Skąd wziął się pomysł na nakręcenie takiego, a nie innego obrazu?

Maciej Pawełczyk: Pomysł, że będziemy kręcić taki film, powstał w Cannes na targach MIPTV, gdzie zauważyłem zaczynający się boom na filmy i serie telewizyjne w rozdzielczości 4K i w 50 klatkach na sekundę. Wróciłem do kraju i zacząłem myśleć nad tematem na film. Nasz koproducent pochodzenia białoruskiego, Siarhei Marchyk, chciał kręcić na Syberii i w innych dalekich krainach, ale budżet nam się nie spinał. Pewnego razu spotkaliśmy kogoś, kto po prostu powiedział: „Zróbcie film o góralach!”. Na początku pomysł wydawał się banalny, ale zaczęliśmy gromadzić dokumentację. Prawdziwych górali nie było tak łatwo znaleźć, ale jak już się udało, satysfakcja była pełna. To niesamowici ludzie! A to, co w nich najciekawsze, to filozofia. Ta filozofia z pozoru może wyglądać na prostą, ale w sentencjach góralskich jest zawarta głęboka mądrość. Żeby się o tym przekonać, proponujemy zobaczyć film. Jak się okazało, wybór Podhala okazał się strzałem w dziesiątkę!

Jak dobieraliście bohaterów do filmu?

Filip Luft: Kluczem doboru była wyrazistość charakteru połączona z tradycyjnym zajęciem, rzemiosłem bądź źródłem utrzymania. Szukaliśmy ludzi, których charakter kształtuje się w konfrontacji z naturą – niedostępnymi górami, zmianami pogody, zwierzętami. To wreszcie ludzie wykonujący te same zawody i dzielący te same pasje, które zajmowały ich przodków na przestrzeni minionych kilku stuleci. Wreszcie, co dla mnie istotne, ludzie w różnym wieku – od starego drwala, po nastoletniego jeszcze juhasa. To skonfrontowanie różnych pokoleń (stary drwal i jego syn, doświadczony baca i młody juhas) pozwala widzowi zadać sobie pytanie o trwałość tego świata i czy wobec cywilizacyjnych zmian, które wdzierają się w każdy zakątek globu, ta tradycyjna kultura ma szanse przetrwać.

W tym obrazie w piękny sposób ukazano górskie krajobrazy, ale jest to też analiza ludzkiego życia. Co było inspiracją podczas kręcenia tego filmu?

Filip Luft: Przed zdjęciami starałem się poznać stare relacje o życiu podhalańskich górali, żeby mieć jakiś punkt odniesienia, na ile te tradycje jeszcze się zachowały. Czytałem na przykład „Dziennik podróży do Tatrów” Seweryna Goszczyńskiego, który chodził z pasterzami i stadem owiec niemal po tych samych terenach, po których my biegaliśmy z kamerami. U Goszczyńskiego to wszystko jest oczywiście bardziej dziewicze i romantyczne, ale wrażenie ciągłości jest jednak bardzo mocne.

Czy osobiście jesteście związani z Podhalem?

Filip Luft: Nie, tylko w ten sposób, że jako dziecko jeździłem zawsze na narty albo do Brzegów, albo tuż obok – do Bukowiny Tatrzańskiej. Ale mieszkaliśmy u tradycyjnej rodziny, przy okazji różnych świąt mieliśmy okazję uczestniczyć w uroczystościach, więc trochę pamiętałem, jak ten świat wygląda. Przy okazji pracy nad filmem poznałem go jednak dużo głębiej i bardzo polubiłem.

Maciej Pawełczyk: Nie byłem z Podhalem związany w żaden sposób, jednak po produkcji filmu „Ostatni Górale” czuję, że jest inaczej. Zresztą, zaraz po publikacji zwiastuna filmu w internecie odezwał się do nas szef anteny Polsat Play, Radosław Sławiński, proponując realizację całej serii dokumentalnej o góralach. Seria nazywa się po prostu „Górale” i okazała się hitem. Jesteśmy w trakcie montażu trzeciego sezonu. Czujemy się trochę ambasadorami góralskiej kultury w kraju i na świecie, a ja przy okazji pokochałem Podhale.

Co dało Wam najwięcej satysfakcji podczas pracy nad tym filmem?

Filip Luft: W pewnym sensie jego zakończenie i premiera w Zakopanem z udziałem wszystkich bohaterów. Oczywiście filmu dokumentalnego nie robi się dla bohaterów tylko dla widzów, ale jednak z prawdziwymi ludźmi, i ich reakcja jest dla reżysera zawsze ważna, bo związujemy się z nimi i dopuszczają nas do swojego świata, a to wielka odpowiedzialność. I na premierze oni byli zachwyceni, atmosfera była naprawdę wyjątkowa i wszyscy odebrali ten obraz jako swego rodzaju dodatkowe zobowiązanie – namacalny dowód, że warto tę kulturę pielęgnować.

Maciej Pawełczyk: Najwięcej satysfakcji dały mi dwie rzeczy. Po pierwsze to, że udało nam się zainteresować tym filmem zagraniczne telewizje. Dystrybutorzy telewizyjni, którzy go obejrzeli, byli na początku sceptyczni. Jednak okazało się, że film kupiły duże stacje takie jak France 5 z Francji czy RAI z Włoch. To było fantastyczne uczucie, wiedzieć, że o naszych góralach dowie się kilka milionów Francuzów i Włochów! Drugim źródłem satysfakcji jest dla mnie jednocząca siła tego filmu. Pierwszy raz przekonałem się o tym będąc na Toronto Polish Film Festival, gdzie film był pokazywany. Poznałem tam lokalną społeczność góralską, która mnie wspaniale przyjęła. Uświadomiłem sobie, że ten dokument działa silnie na emocje, szczególnie tych, którzy zostawili Podhale daleko za morzem. Słyszałem nawet takie stwierdzenie, że stał się dla niektórych „góralską biblią”.

Ile trwały zdjęcia do tego filmu?

Filip Luft: W sumie ok. 30 dni zdjęciowych na przestrzeni ok. czterech miesięcy. Ponieważ pracowaliśmy nad tym filmem w przerwach między innymi zdjęciami, to zwykle były bardzo krótkie wypady – jechaliśmy na 2-3 dni i od razu wracaliśmy. To był bardzo intensywny okres.

Na co w szczególności zwracaliście uwagę, pokazując kulturę podhalańskich górali w naturalnym środowisku?

Filip Luft: Celem było to, żeby spróbować pokazać ją przez naszych bohaterów w działaniu. Aby portrety poszczególnych bohaterów nie były tylko opowieścią o tym, jak oni żyją i czym się zajmują, ale aby każda cząstka filmu była krótką i prostą historią, w czasie której każdy z bohaterów musi się zmierzyć z jakimś wyzwaniem. To są oczywiście bardzo proste minihistoryjki, ale jednak są jakoś zbudowane. Baca wraz z juhasami obawiają się ataku wilka. Drwale muszą usunąć drzewa z wyjątkowo niedostępnego terenu wysoko w górach, nie jest to całkiem bezpieczne. Kołodziej musi zdążyć zrealizować zlecenie na koła do bryczki. Muzyk konstruuje dudy, by zagrać podczas wesela najstarszej córki. Dzięki temu widz dostaje takie małe haczyki, które zachęcają do dalszego oglądania. Jednocześnie przetykamy te historie wywiadami, bo w końcu każdy góral ma w sobie coś z filozofa i warto czasem wsłuchać się w mądrość ludową, która jest z tą kulturą nierozerwalnie związana.

A z czym mieliście kłopot? Czy były np. takie dni zdjęciowe, kiedy pogoda krzyżowała Wam plany?

Filip Luft: Jeden z bohaterów filmu, drwal Staszek, mówi, że są takie momenty w życiu, kiedy każda pogoda jest dobra: „Żeby sie łurodzić, łumrzeć i się łozenić, zawse jest dobry czas. Nikt nie narzeka”. W świecie, w którym rytm życia wyznacza natura, każda pogoda niesie coś ciekawego. Oczywiście potrzebujesz ładnej pogody do nagrania widoków gór, ale kiedy w scenie, gdy juhasi zaganiają owce po ataku wilka, przychodzi ulewa, to ona nadaje dużo większej dramaturgii. Każda pogoda jest dobra, tylko trzeba ją umiejętnie wykorzystać. A jeśli już jakiejś pogody mi brakowało, to raczej burzy z piorunami niż pięknej pogody.

Maciej Pawełczyk: Jako producent byłem głównie na pierwszej dokumentacji, a potem wszedłem już w rolę montażysty filmu i zająłem się globalną dystrybucją, więc fizyczny trud zdjęć mnie ominął. Na Podhale jeździli między innymi reżyser Filip Luft, mój wspólnik Radek Wikiera, który głównie latał dronami, i Siarhei Marchyk, będący głównym operatorem filmu. Z tego, co od nich słyszałem, to praca w górach była ciężka. Trzeba było często wstawać o 3 rano, aby uchwycić krajobrazy w świetle wschodzącego słońca. Dodatkowo zastosowaliśmy specjalne rekordery do kamer, które co prawda poprawiają jakość obrazu, ale ważą też swoje, tym bardziej, jak się filmuje w górach.

A jak zaczęła się Wasza przygoda z filmem?

Filip Luft: Tak naprawdę od liceum myślałem o robieniu filmów, ale nie miałem z kim tego robić i nie wiedziałem, jak się rozwijać w tym kierunku. Poza tym uważałem, że reżyseria to taka bardzo poważna sprawa i wcześniej trzeba skończyć nie wiadomo jakie studia. Dlatego najpierw studiowałem wiedzę o kulturze w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, potem zaczynałem jakieś życie zawodowe (m.in. w telewizji, ale też w powstającym jeszcze wtedy Muzeum Historii Żydów Polskich). No ale pomyślałem, że w końcu zawsze chciałem robić filmy i to ostatni moment, żeby coś w tym kierunku zrobić, więc poszedłem na reżyserię do Warszawskiej Szkoły Filmowej.

Maciej Pawełczyk: Zaczynałem we Wrocławiu z moim wspólnikiem Radkiem Wikierą w 2005 roku. Wynajęliśmy mały pokój pod biuro we wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych. Zaczęliśmy robić teledyski dla zespołów muzycznych. Na początku było ciężko, ale z czasem udało nam się pozyskać takich wykonawców jak Szymon Wydra, Łzy, Danzel, Czerwone Gitary czy Vader. Wkrótce jednak rzeczywistość zmusiła nas do przeniesienia się do Warszawy. Tam było więcej możliwości i zaczęliśmy produkować seriale bezpośrednio do telewizji takich jak TVN, TTV, Polsat czy Discovery Channel. Były to głównie serie dokumentalne oraz reality show takie jak m. in: „Kossakowski. Szósty Zmysł”, „Odlotowy Ogród” czy „Złomowisko PL”. To nam dało środki, aby móc realizować niezależne filmy takie jak na przykład „Ostatni Górale”. Sfinansowaliśmy ten film bez zewnętrznej pomocy.

Filip, jesteś synem znanych dziennikarzy. Czy nie ciągnęło Cię do tego, aby iść zawodowo w ślad rodziców?

Filip Luft: Można powiedzieć, że funkcjonuję w szeroko rozumianym świecie mediów (choć raczej na jego obrzeżach). Natomiast nie bardzo chciałem trafić przed kamerę, mimo że wydaje mi się, że miałem do tego predyspozycje. Pracowałem nawet przez rok w telewizji sportowej, ale właśnie taka była droga rozwoju, żeby pojawić się przed kamerą jako prowadzący. A ja szczególnie polubiłem montaż.

Maciej, co jest najtrudniejsze w Twojej pracy producenta? I jakie masz zawodowe plany na najbliższą przyszłość?

Maciej Pawełczyk: W Inbornmedia robimy serie telewizyjne i filmy dokumentalne. Jeśli chodzi o serie, przeważnie realizujemy tematy narzucone przez szefów anten telewizyjnych. W przypadku niezależnego filmu sprawa jest trudniejsza, bo trzeba znaleźć temat samemu, sfinansować go, ewentualnie znaleźć partnerów i koproducentów. Trzeba naprawdę wierzyć w sukces i słuszność projektu, żeby go wprowadzić w życie. Koszt produkcji takiego filmu czasami zwraca się latami. Na przykładzie „Ostatnich Górali” dowiedzieliśmy się, jak ten model działa. Nasza firma jest teraz w stanie wyprodukować film i zająć się dystrybucją zarówno w Polsce, jak i za granicą. Gdy polscy dystrybutorzy kinowi nam odmówili, zaczęliśmy na własną rękę organizować seanse w Polsce. To samo za granicą. Udało nam się dopiąć pokazy w Mississauga, Londynie, Pittsburghu, Denver, Chicago, Pompano Beach na Florydzie, Calgary czy w Nowym Jorku. W planach jest o wiele więcej miejsc na świecie. Z pokazami chcemy dotrzeć nawet do krajów azjatyckich. A jeśli chodzi o plany, to chcemy nadal produkować serie do polskich telewizji, które będą się cieszyć popularnością wśród widzów – robimy to już bardzo dobrze. Drugim naszym celem jest produkcja filmów z myślą o publiczności światowej. Film „Ostatni Górale” nas w tym jeszcze bardziej utwierdził. Aktualnie przygotowujemy się do dwóch kolejnych filmów dokumentalnych promujących nasz kraj. Jeden będzie o polskim morzu i ludziach, którzy żyją z nim w symbiozie. Drugi o Tadku Marku, który jest genialnym polskim inżynierem, a o którym tak niewiele osób wie, nawet w naszym kraju. My sprawimy, że dowie się o nim świat. Jest to twórca silnika do legendarnego auta Jamesa Bonda – Astona Martina DB5.

Dziękuje za rozmowę.

Rozmawiała Agnieszka Granatowska


„Ostatni Górale” 
Niedziela, 7 kwietnia 2019, 2:00 PM – 3:00 PM
Piątek, 3 maja 2019, 7:00 PM – 10:00 PM
Film Noir Cinema, 122 Meserole Avenue, Brooklyn, NY 11222

wróć

Fotorelacje

Polskie Dni w Lake Compounce

8 czerwca rozpoczęły się dwudniowe obchody Polskich Dni w Lake Compounce w Bristolu, które już cyklicznie są organizowane co roku przez Kongres Polonii Amerykańskiej w Connecticut. Fot. Asha Lassen

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Kalendarium

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com