Nowy Jork

poleć serwis drukuj
Martyna Florczak z...
Martyna i Henry,...
Martyna podczas...
Martyna z Caroline...

Dobra wróżka

04-11-2014

Martyna Florczak, znana w polonijnym środowisku, udzielająca się w różnych organizacjach charytatywnych, a zwłaszcza w tych pomagających dzieciom i osobom starszym. Wyróżniona przez amerykańską organizację Schnepps Communication nagrodą Top Women in Business – nagrodą dla kobiet aktywnych zawodowo, które na co dzień pracują i mają rodzinę, a oprócz tego działają społecznie. Prezes fundacji Polski Dar Życia (Polish Gift of Life), działającej od ponad 35 lat, polskiej organizacji charytatywnej pomagającej polskim dzieciom z wrodzoną wadą serca. Wolontariuszka Stowarzyszenia ds. Walki z Nowotworem. Matka i żona.

Patrzę na miedziane pukle kręconych włosów na jej głowie i myślę o średniowiecznej Europie. Wszystko się zgadza z podręcznikiem z końca XV wieku „Młot na czarownice” (Malleus Maleficarum), spisanego przez dwóch dominikańskich inkwizytorów: rude włosy i zielone oczy... Piękna, mądra i oryginalna. Nie pasuje do obowiązującego schematu roli kobiety w społeczeństwie. To, czy kolor włosów determinuje cechy charakteru czy nie, jest kwestią sporną. Jedno jest pewne... moja rozmówczyni obdarzona jest, zaiste, dodatkowymi mocami, które pomagają jej żyć pełniej i widzieć więcej. Zresztą informacja, że swoimi umiejętnościami mowy „na wspak” zapisała się w Księdze Rekordów Guinnessa, tylko potwierdza moje przypuszczenia.

– Kiedy i jak rozpoczyna się Twoja przygoda z USA?

– Przyjechałam tu w 2001 roku. Pochodzę z Leszna w Wielkopolsce. Zaraz po ukończeniu studiów w Polsce wybrałam się do Massachusetts do pracy na letni obóz dla młodzieży. Później przez pierwszy rok pracowałam jako opiekunka do dzieci i korepetytorka, z czasem znalazłam zatrudnienie w branży administracyjnej. W międzyczasie rozwijałam się, szkoliłam w różnych dziedzinach. W pewnym momencie los sprawił, że zaczęłam pracę na rzecz polonijnej społeczności jako specjalista ds. marketingu i public relations w polonijnej instytucji finansowej.

– Co należało do Twoich obowiązków? Lubiłaś swoją pracę?

– Zajmowałam się komunikacją z mediami i z lokalną Polonią, reklamą i organizacją różnych wydarzeń społecznych. Jestem osobą kreatywną, więc możliwość realizowania pomysłów sprawiała mi przyjemność. Lubiłam w mojej pracy wszystko, co pomagało ludziom w wymierny sposób. Były to sprawy większe i mniejsze. Na przykład wcielałam się w rolę tłumacza podczas badań lekarskich, sponsorowanych przez mojego pracodawcę czy też udzielałam w przyznawaniu dotacji na szczytne cele.

– Czy to prawda, że od pewnego czasu nie pracujesz zawodowo?

– Tak, to prawda. Zmagam się z chorobą i nie pracuję w tym samym charakterze. Nie mogę jednak powiedzieć, że próżnuję. W dzisiejszych czasach komputer i telefon pozwalają efektywnie działać wirtualnie wcale nie z gorszymi wynikami niż fizyczna obecność w danym miejscu. Dotychczas w życiu zawodowym zajmowałam się public relations i marketingiem i mimo tymczasowej niepełnosprawności (bo nadal wierzę, że wszystko się unormuje) poniekąd zajmuje się tym samym – piszę artykuły, pracuję z Polonią i apeluję do wszystkich, by popierali organizację Polish Gift of Life. Praca społeczna daje mi zresztą największą satysfakcję, a jej efektów nie mogę porównać z niczym innym.

– Opisz w paru zdaniach, czym jest Polish Gift of Life.

– Jest to organizacja, która daje szansę na przeżycie dzieciom, które bez finansowego wsparcia nie będą mogły być operowane i nie przetrwają z tak poważnymi schorzeniami serca, z jakimi się borykają. To, co robimy, dotyczy każdego, bo nawet jeśli ktoś nie ma własnych dzieci, to sam był kiedyś dzieckiem, sam ma rodzinę czy przyjaciół, których może dotknąć los w podobny sposób. I często wtedy nie zostaje nic innego, jak polegać na szczodrości i sercu obcych. Jesteśmy małą grupą wolontariuszy, bez wysokich wydatków na cele reprezentacyjne, co więcej, nie mamy nawet własnego lokum. To rzadkość wśród lokalnych organizacji. Dlatego właśnie jestem tak dumna, że przewodniczę od niedawna Polish Gift of Life.

– Czytając z Tobą, Martynko, liczne wywiady, jak również słuchając Twoich wypowiedzi, mam wrażenie, że ze swoją pasją wiążesz filozofię życiową?

– Myślę, że mam sporo szczęścia. Mam bowiem możliwość pracować w obrębie swojej pasji oraz z ludźmi, którzy mają podobne spojrzenie na życie jak ja. Moje życie osobiste i życie zawodowe oraz praca społeczna zawsze się przeplatały. Nie oddzielam działalności „służbowej” od prywatnej i angażuję wszystkich: rodzinę, znajomych i współpracowników w pomoc. Na przykład przedszkole, do którego uczęszczał mój syn, dowiedziawszy się, że pomagam zebrać fundusze na leczenie chłopca z nowotworem oka, zrobiło samo zbiórkę na ten cel. W zeszłym roku, dzięki naszej inicjatywie, firma, dla której pracowałam, zgodziła się na wstawienie do swoich 12 placówek puszek na dotację na rzecz organizacji kupującej sprzęt medyczny dla chorych dzieci. Polonia w USA ma dobre serca. Ludzie chętnie pomagają, jeśli widzą, że cel jest szczytny. A ratowanie życia dzieci nie równa się z niczym innym, więc odzew jest najczęściej bardzo pozytywny.

– Czy poza ratowaniem życia polskich dzieci, które urodziły się z wadą serca, masz też inny świat?

– (Śmiech). Tak, oczywiście, że mam. Gdy urodziła się moja córka, zaczęłam interesować się medycyną naturalną. Do pełniejszego wejścia w świat alternatywnych metod leczenia skłoniła mnie własna choroba. Bo gdy medycyna konwencjonalna zawodzi, człowiek zwraca się z ufnością ku przyrodzie. Świat ziół pochłonął mnie całkowicie. Planuję zresztą otworzyć swój sklep internetowy z produktami dla zdrowia i urody, zawierającymi olejki eteryczne i naturalne, organiczne składniki.

– W jaki sposób się regenerujesz? Jak odpoczywasz od codziennych trosk?

– Popieram działania Polonii, nie tylko charytatywne. Lubię pójść na wernisaż polskiej sztuki czy na koncert polskiej muzyki albo obejrzeć polskie kino. Jest sporo ciekawych inicjatyw w naszym środowisku, dzięki którym można spędzić czas pożytecznie i „patriotycznie” (śmiech). To może zabrzmi banalnie, ale odpoczywam poprzez pracę społeczną. Moje dzieci mają również zbawienny wpływ na wszelkie stresy i smutki. W najmniej oczekiwanym momencie podejdą i przytulą się, dadzą buziaka albo powiedzą coś, co rozładuje napięcie. Przykładem na to jest mój czteroletni syn, który ostatnio skomentował pewną sytuację: „Mama, sometimes people can be so angry that they don’t even want to eat pizza” („Mama, czasem można być tak zdenerwowanym, że nie ma się ochoty nawet na pizzę”).

– Czego pragniesz, a czego żałujesz?

– Pragnę bardzo oczywistych spraw: zdrowia dla całej mojej rodziny, miłości, przyjaźni. Chyba wszyscy mamy podobne marzenia, niezależnie od wieku, płci, koloru skóry czy statusu społecznego. Żałuję upływającego czasu, żałuję tego, że nie mam najbliższej rodziny w USA i że moje dzieci widują babcie i dziadków regularnie tylko przez skype. Nie żałuję jednak żadnych podjętych decyzji, bo wierzę, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu i w danej chwili robimy to, co uważamy za najlepsze rozwiązanie. Każda sytuacja życiowa nas czegoś uczy, przynosi coś pozytywnego i stwarza często nowe możliwości, nawet, jeśli nie widzimy ich w danym momencie.

– Jakie są Twoje najbliższe plany?

– Nie lubię planować, bo życie zawsze burzy nam starannie ułożony scenariusz. Skupiam się raczej na „tu i teraz”, nie wybiegam myślami zbytnio w przyszłość. Cieszę się każdą chwilą. Choroba mojego taty (boryka się z nowotworem od 2006 roku), praca ze śmiertelnie chorymi dziećmi oraz własne problemy zdrowotne nauczyły mnie więcej pokory i tolerancji dla innych. Nigdy nie wiemy, co nam przyniesie kolejny dzień, więc staram się żyć według zasady „carpe diem”. Cieszę się z każdego momentu i doceniam to, co mam.

– Dziękuję za wywiad. Życzę Ci, Martynko, kolejnych inspiracji życiowych oraz samych sukcesów osobistych i zawodowych. Dla mnie jesteś dobrą wróżką, która czaruje szansę na życie.

Rozmowę prowadziła Jagoda Sobczyńska-Pruszko

 

wróć
~Kolega
2015-10-02 10:20:23
Zgłoś do moderacji
Powinni ogłosić ją świętą dzieci nie zamężna chora czy tak by się udzielała w Polsce ? .To prawda papier wszystko przyjmie
~Marek
2014-04-16 18:23:34
Zgłoś do moderacji
Powodzenia Pani Martynko!
~Malleus Malleficarum
2014-04-15 17:34:27
Zgłoś do moderacji
Papier wszystko zniesie - prawda jest cokolwiek inna. Ale laurka ładna
~Stanisław
2014-04-15 01:20:59
Zgłoś do moderacji
Podziwiam, serdecznie pozdrawiam!
~Kaisa
2014-04-13 23:52:56
Zgłoś do moderacji
Polka potrafi

Fotorelacje

Walentynki w Klubie Polonez w Fort Lauderdale

13 lutego w Klubie Polonez w Fort Lauderdale odbyła się zabawa walentynkowa. O muzykę podczas imprezy zadbał Dj Irek Roszkowski. Jedną z atrakcji zabawy był występ działającego przy klubie Zespołu Tanecznego Polonia. Goście mogli też robić sobie pamiątkowe zdjęcia na tle walentynkowej scenerii. Fot. H. Stępniak

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Kalendarium

Kwiecień
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
      01 02 03 04
05 06 07 08 09 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zobacz kalendarz

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com