Nowy Jork

poleć serwis drukuj
Gosia Kurzyna nie...
Bardzo kocham...

Orzeł czy reszka?

04-02-2014

Umówiłyśmy się w kawiarni. Przyszłam wcześniej. Usiadłam na miękkiej kanapie i z uporem wpatrywałam się w drzwi. Ponieważ nikt nie wchodził, zajęłam się bębnieniem palcami po stole. Poddana atakom nudy i zbyt daleko idącą biernością zainstalowałam nową aplikacją w telefonie. Niespodziewanie pojawiła się. Stała nade mną i uśmiechała się kącikiem ust. Patrzyła przy tym na mnie badawczo, bez żadnego zresztą wyraźnego powodu, czując najwyraźniej, że mogło opanować mnie zniecierpliwienie.

– Przepraszam za spóźnienie, ale coś mi wypadło – powiedziała lekko speszonym głosem i w tym samym momencie usiadła obok. Nie wiedziała zapewne, że zwyczajną nudę połyka się bezwiednie, tak jak bezwiednie i automatycznie się oddycha.

– Nic nie szkodzi, lubię pobyć ze swoimi myślami – odpowiedziałam niemal natychmiast, po czym wyciągnęłam z torebki notatnik.

Gosia siedziała wyprostowana w natężonym wsłuchiwaniu się w szmery i szelesty obracanych przeze mnie kartek. Pogodna, energiczna dziewczyna, w zwariowanej fryzurze na głowie, robiła pozytywne wrażenie. Jej pomarańczowo-zielone paznokcie zwiastowały nadejście długo oczekiwanej wiosny, a złoty orzełek zawieszony na szyi przywoływał wspomnienie o odległej Polsce. Uczucie podekscytowania nową historią, a jednocześnie tęsknota za tym, co oddalone o 7 tysięcy kilometrów, wprowadziło mnie na chwilę w dziwną huśtawkę nastrojów.

Zaczęłam typowo.

– Gosiu, opowiedz proszę swoją historię.

– Urodziłam się w Polsce, w Wysokiem Mazowieckiem. Pierwszy raz do USA przyleciałam z rodziną w wieku 6 lat i poszłam do amerykańskiej szkoły. Równolegle uczyłam się pisać i czytać w dwóch językach. Po 2 latach mama zdecydowała się na powrót do kraju. Wzięła ze sobą mnie i dwie starsze siostry. Tato został w Stanach. To nie był dobry pomysł, nie wpasowałam się w rzeczywistość. Miałam duże problemy z przestawieniem się na język polski, a także nadgonienie zaległości w szkole. Po ukończeniu podstawówki zdecydowałam się na powrót do USA. „High school” poszedł mi znacznie lżej niż wcześniejsze lata edukacji.

– Mama puściła Cię samą do Stanów?

– Ależ nie, pojechała ze mną (śmiech). Pomimo że prowadziła w kraju całkiem nieźle prosperujący biznes, średnio odnajdywała się w roli żony na odległość. Moja najstarsza siostra została na studia w Polsce, a ja wraz ze średnią i mamą przyjechałyśmy do taty.

– Nie żałujesz swojej decyzji?

– Nie. Jeśli chcesz wiedzieć, czy tęsknię za krajem, odpowiedź jest oczywista: tak, tęsknię. Jednak realia, które znam z mediów, nie dopingują mnie w podjęciu decyzji o powrocie. Pewnie w tym wywodzie nie jestem odosobniona. Widzisz, ja nie ukrywam i nie wstydzę się swoich korzeni. Tatuaż na ręce – polski orzeł w koronie – przypomina mi w każdym momencie, kim jestem. Mój pokój jest również w biało-czerwonych barwach, a pielęgnowanie polskości, przekazywanie słowa i kultury uważam za konieczność oraz szczególny obowiązek.

– W jaki sposób, poza orłem, pielęgnujesz cnotę miłości ojczyzny?

– Hm… Siostra zaraz po studiach zdecydowała się na emigrację. Założyła już własną rodzinę. Zostałam ciocią. Bardzo kocham Adasia, Emmę i Alexa. Pilnuję, żeby nauczyły się poprawnej polszczyzny. Adaś ma 7 lat. Nieraz mówi do mnie po angielsku. Wtedy proszę go, aby przełożył zdanie na język polski. Nie wyobrażam sobie sytuacji, aby w naszej rodzinie odcięto się od korzeni. Pamiętam, jak kiedyś podczas jazdy pociągiem, jedna z Amerykanek mocno mnie potrąciła. Zwróciłam jej uwagę, a ona w złości zawołała, że jak mi nie pasuje, powinnam wrócić do mojego kraju. Odpowiedziałam więc, że Stany Zjednoczone to cały świat w jednym kraju! I tak samo ona ma prawo tu być jak i każdy z nas. Wiesz, chodzi mi o to, że próba kategoryzacji „lepsze/gorsze”' jest ryzykowna, szczególnie w USA. Ja nie jestem rasistką. Lubię poznawać kulturę i tradycje innych krajów, ale bardzo ważna jest dla mnie zasada równego traktowania. Uczestniczę we wszystkich możliwych polskich imprezach, mam wielu znajomych i osoby, na których mogę polegać. Czasem wydaje mi się również, że oddalenie od kraju wzmaga w człowieku patriotyzm.

– Jesteś menadżerem w jednej z lepiej prosperujących firm na Manhattanie. Czy zawsze było Ci tak łatwo?

– Ależ nie. Ale zawsze starałam się przeć do przodu, pomimo przeciwności losu. Od 16. roku życia utrzymuję się sama. Nigdy jednak nie wyprowadziłam się od rodziców, bowiem wspieramy się i pomagamy sobie nawzajem. W momencie gdy porzuciłam szkołę, rozpoczęłam swoją „zabawę w dorosłość”. Jako 16-letnia dziewczyna pracowałam w warzywniaku na Greenpoincie, później w Long Island City w firmie produkującej zegarki. Moją sekcją zarządzała Żydówka, która upatrzyła sobie we mnie ofiarę. Wszystko, najmniejsze potknięcie, wytykała mi przed całym zespołem i chętnie donosiła na mnie do szefa. To był trudny czas, ale przetrwałam. Co nas nie złamie, to nas wzmocni. Obecnie, dzięki siostrze, mam dobrą pracę. Od 8 lat jestem wierna tej samej korporacji. Pracuję od 7.30 do 4.30. Codziennie wstaję wcześnie rano, o godzinie 5.00, żeby z Long Island dojechać na Manhattan.

– Gdybyś mogła zmienić coś w swoim życiu, co by to było?

– Zmieniłabym swoją trzustkę.

– Nie rozumiem.

– Jestem chora na cukrzycę. Od 21. roku życia nie rozstaję się z glukometrem. Regularnie mierzę poziom cukru: po przebudzeniu i przed pójściem spać, przed posiłkami i 2 godziny po nich. Po tylu latach – mam 29 lat – znam już swój organizm i bezbłędnie rozpoznaję oznaki niedocukrzenia.

– Zatem żyjesz bardziej świadomie. Wiesz, jak różne produkty mogą wpływać na stan Twojego zdrowia.

– Jasne… tylko szkoda, że inni mogą wybierać, na co mają ochotę, a ja nie mam wyboru – muszę robić to, co jest dobre dla mojego organizmu. Czasem się wstydzę i denerwuję, że robię sobie zastrzyk, że ktoś pomyśli coś głupiego. Poza tym samo słowo „chora” naznaczone jest już tak pejoratywnym wydźwiękiem, że dodatkowe codzienne kłucie się w brzuch tylko wzmaga niechęć do tego stanu. Chciałabym pewnego dnia obudzić się bez cukrzycy. Najbardziej moją chorobą przejmuje się mama. Kiedy wracam po imprezie do domu, złości się na mnie, że nie dbam o siebie, a rano sprawdza, czy wciąż jeszcze żyję.

– Twoi znajomi wiedzą o tym?

– Jasne. Tak wielkiego pena jak mój nie da się ukryć (śmiech). Otaczają mnie dobrzy ludzie, wiem, że nigdy nie jestem sama. Czuję się bezpieczna na ulicach Nowego Jorku. Potrafię się obronić i wiem, kogo poprosić o pomoc w podbramkowych sytuacjach.

– Jakie masz marzenia?

– Chciałabym zmienić pracę. Lubię szefa, Włocha, ale cierpię chyba na syndrom wypalenia zawodowego. Marzę o pracy w policji, jednak stan mojego zdrowia dyskwalifikuje mnie na wejściu. Często myślę o Polsce. Tylko co ja bym robiła w kraju? Wiesz, plany mam raczej typowe. Znaleźć dobrego męża, założyć rodzinę i zamieszkać w ładnym miejscu. Żyć spokojnie z miesiąca na miesiąc, z roku na rok i uśmiechać się codziennie, nie dlatego, że tak należy, tylko dlatego, że tak czuję.

Ach! napijmy się piwa i porozmawiajmy o Tobie (śmiech). – Powiedziała po chwili z odrobiną nieuchwytnego smutku.

Zamknęłam zeszyt i dziękując za szczerą rozmowę zawołałam kelnerkę.

Rozmowę prowadziła Jagoda Sobczyńska-Pruszko


 

wróć
~Monika
2014-04-03 16:33:26
Zgłoś do moderacji
Gosia super wywiad, trochę sie wzruszyłam... :) Pozdrawiam. :*
~Kinga
2014-04-03 00:25:31
Zgłoś do moderacji
Swietna dziewczyna, super tekst! pozdrówka
~Dzastyna
2014-04-02 16:53:23
Zgłoś do moderacji
Sister Ladnie wyglada - i prawde powiedziala lol ;P - nice
~Tadek
2014-04-02 16:18:14
Zgłoś do moderacji
Gosia:) hej, hej! jak miło ogladać Cię w Orle...pozdrawiam serdecznie

Fotorelacje

Walentynki w Klubie Polonez w Fort Lauderdale

13 lutego w Klubie Polonez w Fort Lauderdale odbyła się zabawa walentynkowa. O muzykę podczas imprezy zadbał Dj Irek Roszkowski. Jedną z atrakcji zabawy był występ działającego przy klubie Zespołu Tanecznego Polonia. Goście mogli też robić sobie pamiątkowe zdjęcia na tle walentynkowej scenerii. Fot. H. Stępniak

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Kalendarium

Kwiecień
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
      01 02 03 04
05 06 07 08 09 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zobacz kalendarz

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com