Nowy Jork

poleć serwis drukuj
Zbigniew Rybczyński...

„Nie zamierzam przestać”

09-11-2018

Rozmowa z reżyserem i operatorem filmowym, laureatem Oskara, Zbigniewem Rybczyńskim

Masz już dosyć pytań o aresztowanie podczas ceremonii rozdania Oskarów w 1983 roku, kiedy to otrzymałeś statuetkę za film „Tango”?

Raczej tak. Tym bardziej, że dziennikarze często piszą bzdury. Czytałem na przykład, że na ceremonię przyjechał biedny Polak, którego nie było stać na buty. Prawda jest jednak taka, że miałem odpowiedni strój, ale celowo do tuxsedo ubrałem tenisówki i biały podkoszulek, aby złamać konwencje.

Szczegóły samego aresztowania również nie są przedstawiane zgodnie z prawdą?

Często tak. Czytałem ostatnio, że wyzwałem ochroniarzy nazywając ich „American piggs”. To nieprawda. Nie mówiłem wtedy po angielsku.

Jak więc naprawdę wyglądał ten cały incydent?

Kiedy jako pierwszy tego wieczoru odebrałem Oskara, zostawiłem statuetkę pod opieką Joli Czaderskiej-Hajek, która na scenie była moim tłumaczem i samotnie wyszedłem z sali na papierosa. Na zupełnie pustych korytarzach pod ścianami stali w równych szeregach faceci ubrani w identyczne smokingi i muszki. Myślałem, że to kelnerzy. Wyglądało to dość surrealistycznie, gdyż wszyscy bacznie mnie obserwowali. Chcąc spokojnie wypalić papierosa wyszedłem na zewnątrz budynku. Po powrocie, w dosyć brutalny sposób zostałem przez „kelnerów” zatrzymany. Fachowym chwytem wykręcono mi ręce do tyłu i lekko uniesiono mnie w górę w celu zbadania zawartości kieszeni. Po niemiecku i po polsku zdążyłem krzyknąć, że dostałem Oskara, co oczywiście nie spotkało się z żadną reakcją. Ponieważ silnie wykręcone ręce sprawiały mi spory ból, instynktownie kopnąłem dwóch kelnerów trafiając ich w czułe miejsca. Na ich szczęście byłem w tenisówkach. Po chwili zostałem skuty kajdankami i znalazłem się na betonowej posadzce w garażu, gdzie zajęła się mną policja. Szybko przetransportowano mnie do pobliskiego więzienia. Tam w celi spędziłem samotnie noc. Później dowiedziałem się, że Akademia dostała pogróżki o możliwym ataku bombowym i ochrona Oskarów składała się z specjalnych agentów FBI i CIA przybyłych z Washington DC, którzy tak troskliwie zajęli się moją osobą. Teraz taka sytuacja nie byłaby możliwa chociażby dlatego, że wszędzie są telewizory i telebimy. Wtedy jednak ochrona na zewnątrz nie miała najmniejszego pojęcia, kto przed chwilą otrzymał Oskara. Dla mnie osobiście to było wspaniałe przeżycie. W ciągu pół godziny byłem na szczycie i w samym dole. Pomyślałem, że to znak, aby woda sodowa nigdy nie uderzyła mi do głowy.

Kiedy władze zrozumiały swoją pomyłkę?

Rano przyszedł strażnik ze stosem gazet Los Angeles Times z moim zdjęciem na pierwszej stronie i poprosił o kilka autografów. Później pojawił się prawnik, który chciał, żebym skarżył Akademię o 2 miliony dolarów, ale nie skorzystałem z tej propozycji. Uznałem, że byłoby to niewłaściwe. Kiedy opuszczałem areszt współwięźniowie wiwatowali, a przed budynkiem czekał tłum dziennikarzy więc można powiedzieć, że miałem swoje 15 minut sławy. Po kilku dniach została zorganizowana konferencja prasowa, gdzie Akademia przeprosiła mnie za całe zajście i na osłodę przyjęła mnie jako swojego członka. Dodatkowo, zgodnie z moją sugestią, postanowiono podczas przyszłych Oscarów wprowadzić monitoring dla ochrony, aby taka sytuacja nie miała już nigdy miejsca.

Sama nominacja Akademii była dla Ciebie dużym zaskoczeniem? Mieszkałeś już wtedy w Wiedniu?

Tak, w Wiedniu znalazłem się jeszcze w stanie wojennym i usiłowałem ściągnąć tam rodzinę. Kiedy to się wreszcie udało wystąpiłem o azyl. Film „Tango” zdobył szereg nagród przed Oskarem, ale nie miałem pojęcia, że pewien amerykański producent szukający talentów w Europie kupił do niego prawa i pokazuje go w Stanach. To on zgłosił „Tango” do Oscarów. W ogóle od dłuższego czasu nie miałem wtedy wieści, co się dzieje z moim filmem. O samej nominacji dowiedziałem się przypadkowo z austriackiej prasy. Nie ukrywam, że byłem zaskoczony. Tu stan wojenny, a polski film dostaje nominacje do Oskara. Pamiętam, że udałem się do ambasady USA w Wiedniu tłumacząc, że jestem uciekinierem politycznym i gdybym tego Oskara dostał, to proszę, aby go przysłano do Wiednia, bo tu mieszkam. W odpowiedzi organizatorzy przysłali mi bilet lotniczy PanAm w business class do LA, a kiedy ciągle się wahałem, dosłali drugi dla osoby towarzyszącej. To zadecydowało, że poleciałem. O ile jednak nominacja była olbrzymim zaskoczeniem, to sam Oskar już mniej. Spodziewałem się, że film może wygrać mając w pamięci jak wiele nagród zdobył wcześniej na wielu festiwalach.

Twoja twórczość to wiele innych filmów krótkometrażowych, zrealizowanych jeszcze podczas studiów, a także między innymi w trakcie wieloletniej współpracy z wytwórnią SE-MA-FOR. Masz wśród nich jakiś ulubiony obraz?

Nie, gdyż każdy film traktowałem jako kolejny eksperyment. Moją pierwszą życiową pasją było malarstwo. Jednak w pewnym monecie doszedłem do wniosku, że wszystko arcydzieła zostały już namalowane. A ponieważ naturalnym rozwojem malarstwa w moim przekonaniu była fotografia, film, a później telewizja, zainteresowałem się tymi dziedzinami. Seriami oglądałem wszystko co pojawiało się w kinach. W latach 60. na świecie powstawały niezwykłe filmy. W Polsce, w kinach studyjnych pokazywano filmy Bergmana, Kurosawy, Felliniego, Bunuela. Jednak niekoniecznie filmy, którymi fascynowali się krytycy, głównie mnie interesowały. Najbardziej doceniałem te, które będąc nowatorskie, potrafiły zdobyć serca wielu ąmilionów widzów. Tak jak zrobił to na przykład Charlie Chaplin, Walt Disney a później Lucas. We wszystkich tego typu filmach niezwykle ważnym elementem był aspekt technologiczny, a szczególnie t.zw. efekty specjalne. Wtedy niewielu filmowców tym się zajmowało. Aby poznać wszystkie tajniki jedyną drogą była realizacja filmów eksperymentalnych. Z czasem, aspekt techniczny zaczął być dla mnie najważniejszy, gdyż dążyłem do tego, aby cały film łącznie z efektami specjalnymi mógł powstać wyłącznie w trakcie zdjęć i pracy z aktorem. A nie jak to jest praktykowane po dzień dzisiejszy, gdy filmy głównie powstają w procesie post-produkcji. Rozwinąłem techniki umożliwiające realizację efektów specjalnych w czasie rzeczywistym. Udało mi się to osiągnąć już w końcu lat 80. Z tego punktu widzenia za najbardziej zaawansowane i najważniejsze uznaję filmy „Orkiestra” oraz „Kafka”.

Ale nim się to stało, na początku lat 80. rozpoczął nadawanie kanał MTV, a Ty zainteresowałeś się tworzeniem teledysków muzycznych. Skąd ten pomysł?

Uznałem to za fenomenalne, że nagle pojawiło się zapotrzebowanie na krótkie formy filmowe będące ilustracją do muzyki. Dla mnie była to naturalna kontynuacja moich eksperymentów, a teledyski miały jeszcze ta zaletę, że natychmiast trafiały do dystrybucji i były adresowane do młodych ludzi.

Realizowałeś teledyski dla największych muzycznych gwiazd, takich jak Pet Shop Boys, Mick Jagger, Simple Minds, Yoko Ono. Których artystów wspominasz najlepiej?

Wszyscy byli wyjątkowi. Bardzo pozytywnie wspominam współpracę z Yoko Ono. Do pierwszego testu HDTV dała mi prawo użycia sławnego utworu „Imagine” Johna Lennona. Miałem okazję bywać u niej zarówno w samej Dakocie, jak i w jej domu na Long Island. Okazała się niezwykle miłą osobą. Na plus zaskoczył mnie także Mick Jagger, który prywatnie był człowiekiem zupełnie innym niż na scenie. Zdjęcia do jego klipu trwały praktycznie nieprzerwanie przez 3 dni i 3 noce, a on wszystko cierpliwie znosił. Tuż po zakończeniu zdjęć widząc, że pracuję jak wariat z poświęceniem, podszedł i uściskał mnie, a następnie wypisał dodatkowy czek na 40 tysięcy dolarów. Mieliśmy też okazje porozmawiać o koncercie Rolling Stones w 1967 roku w Warszawie, na którym zresztą byłem. Okazało się, że Mick nie za wiele z tego kojarzył. Zapamiętał tylko długie czerwone dywany. Z tego co sobie przypominam, to właśnie takie dywany były w Pałacu Kultury. (Rolling Stones grali wtedy w Sali Kongresowej – przyp. aut.)

Podobno odmówiłeś realizacji klipu samemu Milesowi Davisowi. To prawda?

Odmowa to za dużo powiedziane. Jego wytwórnia zgłosiła się do mnie w tej sprawie, ale chociaż miałem do twórczości Milesa olbrzymi sentyment, to akurat omawiana kompozycja zupełnie mi się nie podobała i do niczego mnie nie inspirowała. Zrezygnowałem więc bardziej z szacunku i respektu do Milesa, chociaż do tej pory żałuję, że nie udało nam się zrealizować wspólnego projektu.

Nakręciłeś również klip do anglojęzycznej wersji utworu „Mniej niż Zero” zespołu Lady Pank?

Tak, w pewnym momencie jedna z amerykańskich wytwórni chciała zaprezentować jakiś polski zespół na amerykańskim rynku i padło akurat na Lady Pank, który wtedy cieszył się w Polsce olbrzymią popularnością. Był to pierwszy polski teledysk pokazywany w MTV.

Mieszkałeś i tworzyłeś między innymi w Wiedniu, Berlinie, Kolonii, Los Angeles, Nowym Jorku i Wrocławiu, a od 4 lat razem z żoną, znaną projektantką mody Dorotą Zgłobicką, mieszkasz w Arizonie? Gdzie jest właściwie Twój dom?

Tam gdzie tworzę, czyli tam gdzie jest moje studio. W tej chwili domem tym są Stany Zjednoczone, gdyż uważam, że tutaj są najlepsze możliwości rozwoju. Obecnie jestem na etapie rozbudowy swojego studia, gdzie wspólnie z żoną będziemy realizować nasze kolejne projekty. Do Polski po ostatnich doświadczeniach nie zamierzam wracać. (Zbigniew Rybczyński będąc dyrektorem artystycznym Centrum Technologii Audiowizualnych zarzucił władzom instytucji marnotrawienie publicznych funduszy i został pozbawiony stanowiska, a następnie skonfliktowany z urzędnikami wytoczył im szereg procesów sądowych – przyp. aut.) Na całym świecie moja twórczość była zawsze ceniona, natomiast w demokratycznej Polsce zostałem opluty i skopany. I to tylko dlatego, że mówiłem prawdę. Jeżeli chodzi o postawę artystów oraz moje doświadczenia jako filmowca, to milej wspominam czasy komuny.

W przyszłym roku kończysz 70 lat. Niektórzy twórcy w tym wieku wybierają się na zasłużoną emeryturę?

Ja nie zamierzam, gdyż myślę, że wiele jest jeszcze przede mną i nie mam zamiaru kończyć działalności. Wierzę, że w końcu zrealizuję film, który będzie najlepszym z dotychczasowych. Uważam to za całkiem naturalne.

W jednym z wywiadów nadmieniłeś, że śmierć nie istnieje, Czy mógłbyś rozwinąć tą myśl?

To proste. W wymiarze jednostkowym istnieje tylko to co nasz mózg może sobie wyobrazić. Własna śmierć do takich sytuacji bynajmniej nie należy.

Czego można spodziewać się podczas przeglądu Twoich filmów, który będzie miał miejsce już w najbliższą sobotę na Greenpoincie?

W trakcie wieczoru zostaną pokazane wybrane fragmenty moich starszych filmów, a także dwa nowsze obrazy, które zrealizowałem wspólnie z żoną. Wszystkich gorąco zapraszam na pokaz.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Marcin Żurawicz


Pokaz filmów Zbigniewa Rybczyńskiego, z udziałem twórcy, odbędzie się w najbliższą sobotę, 15 września, o godz. 5 PM w kinie Film Noir Cinema przy 122 Meserole Ave na Greenpoincie. Pokaz organizuje Polish Filmmakers NYC.

wróć

Fotorelacje

Konkurs Miss Polonia Floryda 2019 w Polskim Centrum w Clearwater – 8 września 2018 r.

– Wyszło lepiej niż się spodziewaliśmy – mówi o konkursie Miss Polonia Floryda 2019 Ewa Ostrowski z Polskiego Centrum w Clearwater. To właśnie w tym klubie 8 września br. wieczorem odbyły się pierwsze od ponad 20 lat wybory najpiękniejszej Polski na Florydzie. Impreza ta ma już na stałe wrócić do polonijnego kalendarza. Fot. Roman Koczwara, Atom Image,Inc

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Kalendarium

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com