Nowy Jork

poleć serwis drukuj
Artur Szabliński...

„Moja przygoda ze sztuką”

09-11-2018

Artur Szabliński od 16 lat mieszka w Nowym Jorku, ale pochodzi z Bytomia i jest absolwentem liceum plastycznego w Jarosławiu, Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej w Katowicach na Wydziale Reklama Multimedialna oraz Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi na Wydziale Projektowania Graficznego. Niedawno po raz pierwszy w Ameryce miał swoją wystawę indywidualną. Utalentowany Polak swoją pasję do malarstwa rozwija pod fachowym okiem profesora C. Zacharowa. W rozmowie z „Białym Orłem” Artur opowiada o tym, jak zaczęła się jego przygoda ze sztuką.

Kiedy zacząłeś malować?

Było to dawno temu, moja przygoda ze sztuką zaczęła się zupełnie zwyczajnie, od zajęć w Domu Kultury. Następnie poszedłem do liceum plastycznego w Jarosławiu. Lubiłem malować i rozwijałem swoją pasję. Po ukończeniu liceum zdobywałem wiedzę w kierunku malarstwa, skończyłem również szkołę graficzną oraz wydział reklamy multimedialnej.

Czy od początku Twój pobyt w Nowym Jorku wiązał się ze sztuką?

Niestety nie. Po przylocie do Nowego Jorku długi okres nie malowałem prawie wcale, kreśląc tylko na kawałkach papieru. W międzyczasie założyłem rodzinę i doczekałem się dwójki wspaniałych dzieciaków. Moją pasję, którą jest sztuka, odłożyłem na jakiś czas na bok.

Jednak zdecydowałeś się na to, aby powrócić do malarstwa.

Od kilku lat staram się regularnie uczestniczyć w zajęciach prowadzonych przez profesora Zacharowa, które odbywają się w Centrum Polsko-Słowiańskim.

Jak to się stało, że zacząłeś znów mieć czas na realizowanie swoich zainteresowań związanych ze sztuką?

Na nowo do malowania wróciłem dzięki mojej wspaniałej córce Emmie, którą wraz z żoną Małgosią zapisaliśmy na zajęcia u profesora Zacharowa – wybitnego artysty i wyjątkowego nauczyciela. Dokładnie trzy lata temu zacząłem przywozić na zajęcia plastyczne córkę. Tak się potoczył los, że obecnie to ja więcej czasu spędzam w pracowni przy sztaludze niż Emma.

Ile wystaw masz już na swoim koncie?

Ostatnio została zorganizowana moja pierwsza wystawa indywidualna, podczas której wystawiłem swoje obrazy. Wcześniej moje prace były wystawiane podczas wernisaży wszystkich studentów profesora Zacharowa.

W takim razie śmiało można powiedzieć, że codzienność nie zdołała uśpić tkwiącego w Tobie artysty. Jakie znaczenie ma dla Ciebie malowanie obrazów?

Malowanie jest dla mnie pewnego rodzaju terapią, odskocznią od rzeczywistości, w której się znajduję. Wszystkie drzemiące we mnie emocje, energia, dramat, nadprzyrodzona nowojorska rzeczywistość, które są częścią mojego życia, mają odzwierciedlenie w moich pracach.

Czym zajmowałeś się w Polsce przed przyjazdem do Nowego Jorku?

W Polsce pracowałem w małej rozgłośni radiowej, gdzie poznałem swoją przyszłą żonę Małgosię.

Kto był pomysłodawcą Twojej indywidualnej wystawy we French Epi na Greenpoincie?

Właśnie moja żona Małgosia była inicjatorem tego przedsięwzięcia. Właściwie miała to być trochę niespodzianka, ale nie wszystko udało się ukryć (uśmiech). Na pewno zaskoczeniem były życzenia moich przyjaciół z lat szkolnych, które zostały wyświetlone podczas otwarcia wystawy.

To nie był zwyczajny wernisaż – towarzyszył mu też szczytny cel.

Tak, podczas wernisażu moja żona zorganizowała zbiórkę pieniędzy na rzecz małej dziewczynki – Oliwki, której operacja serca odbędzie się już niebawem w Nowym Jorku. To była bardzo szczytna inicjatywa. Malowaliśmy obraz na rzecz operacji serca małej Oliwii – akcja prowadzona przez niedochodową organizację We See You. Każdy, kto chciał domalować serduszko lub coś innego, wrzucał do puszki dowolną dotację. Wspólnie stworzony obraz zostanie sprzedany na aukcji.

Czy ta wystawa coś zmieniła, jeśli chodzi o Twoje plany artystyczne?

Po tym indywidualnym wernisażu otrzymałem propozycję zorganizowania kolejnej wystawy, nad czym obecnie pracuję. Zaskoczyło mnie – pozytywnie – zainteresowanie moimi pracami. Jeszcze nie zdecydowałem się sprzedać żadnego obrazu, ale myślę nad tym.

Gdzie chciałbyś wystawiać swoje prace?

Londyn, Paryż, Tokio (uśmiech). A tak poważnie, to nie zastanawiałem się jeszcze nad tym. Za to wiem, że powinienem, parafrazując mojego ulubionego genialnego artystę Jerzego Nowosielskiego, przygotować sobie przestrzeń, mieszkanie, w którym będę mógł żyć po śmierci. Zegar tyka, a czasu nie pozostało zbyt wiele, zwłaszcza tego wolnego.

A co lubisz robić prywatnie, w swoim wolnym czasie?

Powiem szczerze, że mam mnóstwo do nadrobienia, ale codzienność jest nieubłagana. Wciąż w biegu, jak każdy. Praca, dzieci, żona oraz pies – to są moje priorytety.

Czyli należysz do grona osób szczęśliwych?

Tak, jak najbardziej. Czuję się człowiekiem spełnionym. Jest jeszcze kilka rzeczy, o których marzę, jednak czas pokaże, czy tak się stanie. Byle moc była zawsze po mojej stronie! (uśmiech).

Powodzenia!

Rozmawiała Agnieszka Granatowska

wróć

Fotorelacje

„Testament wolności. Pozwól, że opowiem Ci o Polsce…”

Sztuka pt. „Testament wolności. Pozwól, że opowiem Ci o Polsce…” przygotowana przez artystów z Teatru Wyobraźni Novum wpisuje się w obchody 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Spektakl ten prezentowany był w dwóch odsłonach: swoją premierę miał 4 listopada w Polskim Domu Narodowym w Hartford, natomiast pokaz finałowy odbył się 11 listopada w Trinity-on-Main w New Britain. Fot. Kinga Kościuk-Sejdor

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Kalendarium

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com