Nowy Jork

poleć serwis drukuj
Audiencja u Jana...

Koniec polskiej szkoły muzycznej na Greenpoincie?

06-30-2018

Janusza Sporka trudno określić jednym słowem. Polonia zna go jako dyrygenta, muzyka, społecznika, założyciela szkoły muzycznej, szefa zespołów pieśni i tańca, pedagoga, dziennikarza. W sobotę 23 czerwca na Greenpoincie w sali należącej do Centrum Polsko-Słowiańskiego odbył się pożegnalny koncert uczniów Sporka. Naszym czytelnikom opowiedział o założonej dwadzieścia siedem lat temu Music Education Center – polskiej szkole muzycznej na Greenpoincie.

Kiedy przyjechałeś do Nowego Jorku?

4 września 1987 r.

Jakie były Twoje pierwsze kroki w mieście?

Przyleciałem z synem, Wojtkiem. On przeszedł twardą szkołę życia, ale szedł prostą, uczciwą drogą. Nigdy nie sprawił mi kłopotu i nigdy mnie nie zawiódł. Był moją podporą. Moi synowie to największy powód do dumy i dziękowania Bogu. Robiłem wiele rzeczy, aż zarobiłem na szkołę, taki był mój plan. Od razu były chóry: Świętej Cecylii u Stanisława Kostki i Hejnał.

Czy od razu wiedziałeś, że założysz szkołę muzyczną?

W maju 1988 r. wystąpiliśmy z Wojtkiem w Avery Fisher Hall na 50-lecie Polish-American Folk Dance Company. On grał w orkiestrze na flecie, ja dyrygowałem. W Polsce prowadziłem Ogniska Muzyczne ROW, Ośrodek Pracy Pozaszkolnej, dziecięcy zespół „Przygoda”, zespół pieśni i tańca „Górnicy”, dwa chóry mieszane, 150-osobowy chór dziecięcy, uczyłem dyrygowania, kończyłem studia magisterskie i… budowałem dom. Cały czas muzyka i pedagogika. Od tego nie można odejść. Bolało, że musiałem robić różne rzeczy zanim pojawiła się szkoła. Koledzy po fachu mówili, że szybko wrócę do „kontraktorki”… Nie znali mnie, nie wiedzieli, ile potrafię, jak jestem uparty, jak ogromne mam doświadczenie. I w końcu udało się! W styczniu 1991 roku zarejestrowałem Music Education Center. Pałętałem się trochę po różnych miejscach, a od 1995 roku jestem przy 589 Humboldt Street.

Jak wspominasz te minione ćwierć wieku? Ilu wychowanków opuściło szkolne mury Music Education Center?

Co najmniej 600-700 uczniów. Na krócej, na dłużej, na wiele lat. Kilkoro zostało przy muzyce, np. Paulina Piędzia – w Queens College wykłada na Wydziale Muzycznym. Jacek Błaszkiewicz wykładał w Montclair University, doktoryzował się na Sorbonie, teraz wykłada w Upstate w Nowym Jorku. Wszyscy byli wspaniali. Są lekarzami, prawnikami, naukowcami, policjantami itp. Byli zawsze moimi przyjaciółmi i tym odpłacali moją przyjaźń.

Masz kontakt z absolwentami swojej szkoły?

Przysyłają kartki świąteczne, urodzinowe. Niedawno spotkałem jednego z nich. Jest w US Navy. Poszliśmy na piwo. Przyznał się, że po kilku latach strasznie żałował, że zrezygnował, ale siada do swojego starego pianina i coś tam próbuje pograć, zwłaszcza „kiedy mu źle”.

Jak udawało Ci się łączyć wszystkie funkcje?

W domu rodzinnym dostałem „wychowanie przez przykład”. Ciężko pracująca matka, która została wdową w wieku 33 lat, z czwórką dzieci. Nie było czasu na gadanie, morały. Wychowywała nas praca na gospodarstwie, obowiązek uczenia się, a przede wszystkim widok nigdy niezmęczonej ani pracą, ani nami matki. „Oda do Matki” to artykuł, który został opublikowany w moich „Felietonach”. Podarowałem „Felietony” wspaniałej, polskiej aktorce, Kamilli Baar. Wysłała mi później wiadomość: „Januszu, artykuł o Matce jest ponadczasowy”. Mówi się, że „ludzie zajęci mają czas na wszystko”. Gdy współpracowałem z Carnegie Hall, gdzie zrobiłem szesnaście polskich koncertów, co nie udało się żadnemu polskiemu promotorowi w historii tej instytucji, Kimo Gerard, house menadżer, powiedział mi: „masz świetnych pracowników – zawsze wszystko mamy na czas”. Nie chciał uwierzyć, że nie miałem nawet sekretarki. Wiele się działo przez te wszystkie lata… Ponad sto dwadzieścia koncertów, w różnych miejscach, chóry, artyści, zespoły, orkiestry, Fundacja Chopinowska, funkcja generalnego dyrygenta, spotkania z politykami, pisanie, audycje radiowe, telewizyjne. Mam też „rozgrzebane” trzy powieści: o niezwykłej miłości, o powrocie emigranta politycznego do Polski i o trudnych relacjach polsko-żydowskich z szalonym wątkiem romantycznym. Uwielbiam obserwować i… słuchać. Ulica, poczekalnie, pralnia dają gotowe zdania, mądre i najgłupsze. Problemem jest czas. Może tak miało być, że kończę ze szkołą i zajmę się książkami…? Do tego jest blog – 570 artykułów, 733 tysiące czytelników, ponad 100 felietonów, recenzji i artykułów w Nowym Dzienniku, kilkadziesiąt dawno temu dla Kuriera. Opowiadania, pierwsze miejsce w konkursie literackim dla Polonii świata, muzyka do filmu o polskich emigrantach, „Pay Day” – reżyserowała Sasha Oster, pod auspicjami New York University, kilka kolęd skomponowanych, kilkanaście pieśni… Zawsze tak było: im miałem więcej do zrobienia, tym chętniej przyjmowałem albo dawałem sobie „nowe zlecenia”.

Do której z tych dziedzin życia Ci najbliżej?

Muzyka, pedagogika i pisanie.

Możesz pochwalić się nie tylko swoimi osiągnięciami, ale również wnuków. Osiągają olbrzymie sukcesy na nowojorskich scenach...

Dzieci moich synów to nagroda od Boga za moją ciężką pracę. Te urodzone tutaj to niesamowite skumulowanie tego, co we mnie, w Wojtku, w synowej i teściowej. Ale nad tymi talentami trzeba pracować. Syn i synowa wykonali niewiarygodnie ciężką pracę, aby wyprowadzić je na tak wysoki poziom. Wnuki w Polsce nie zajęły się sztuką, ale osiągają znakomite efekty w interesujących je dziedzinach. Najstarsza osiąga doskonałe wyniki w biznesie, młodsza fantastycznie pływa, w dodatku została ratowniczką wodną, „bo dziadek jest ratownikiem”, wnuk marzy, aby iść w ślady Lewandowskiego, jest w szkółce piłkarskiej. Rola rodziców nie do przecenienia.

Czy zakończenie działalności szkoły wiąże się ze zmianą miejsca zamieszkania, planujesz powrót do Polski?

Nie wiem.

Jak będzie wyglądał Twój świat po przejściu na „emeryturę”, czym będziesz się zajmował?

Książki – rano, w południe, wieczór. I spotkania z najbliższymi znajomymi, w tym kilkoma przyjaciółmi.

Po spędzeniu ponad ćwierć wieku w Nowym Jorku masz zapewne swoje magiczne miejsca w metropolii, czy możesz nam zdradzić, jakie?

Katedra św. Patryka, sale koncertowe, ale od kilku lat Park Centralny i sporych rozmiarów… kamień. Taki sam miałem nad brzegiem Soły w ukochanej Rajczy. Tam „chowałem się” przed światem, zapisując młodzieńcze wiersze, płacząc za dziewczyną, jedną, drugą, dziesiątą. Pędzę do parku, witam się z moim kamieniem, wyjmuję notatnik i czekam na „złote myśli”. Spadają prosto z nieba. Tam lubię się modlić; zresztą, zawsze mam ze sobą różaniec.

Czy czujesz, że spełniłeś już wszystkie swoje artystyczne marzenia?

Wszystkich nie da się spełnić. Przed przyjazdem do Stanów były raczej plany. Marzenia zaczęły się tutaj: stanąć na podium dyrygenta w Carnegie – stanąłem. Zorganizować tam polskie koncerty – zorganizowałem. Jedno z Polski – poznać Irenę Jarocką. Poznałem i zostaliśmy przyjaciółmi. Zaśpiewaliśmy wspólnie na jednej scenie, w jednym koncercie. Nadal jestem w przyjaźni z jej mężem, Michałem Sobolewskim, który poprosił mnie o napisanie wstępu do najnowszej książki o tej cudownej artystce.

Czy Janusz Sporek ma wady?

Dużo…

Wymienisz?

Nie znam ich, ludzie je znają.

A zalety?

Jeszcze więcej…

Wymienisz?

Nie, są wyraźnie widoczne (uśmiech).

Co lubisz najbardziej w codziennym życiu?

Szczerość, lojalność, prawdę.

A czego nie lubisz?

Braku tych trzech, niekompetencję, zawiść. A w organizacjach nie znoszę braku przejrzystości, ukrywania negatywnych stron i wiecznego chwalenia się. Profesor Czesław Banach powiedział, że „brak przejrzystości deformuje życie”, ale też, że „ci, którzy milczą, są tak samo winni, jak ci, którzy klaszczą”. Warto czytać myśli wielkich.

Z jakiego powodu zamykasz swoją szkołę?

To najbardziej przykra decyzja w moim życiu na emigracji. Szkoła wrosła w mapę Greenpointu, działała na rzecz polonijnej młodzieży. Konflikt z właścicielem budynku… Zalany i zniszczony fortepian i część biblioteki muzycznej. To w skrócie. Nie wyobrażam sobie, co się będzie ze mną działo, gdy zamknę za sobą te drzwi… Dwadzieścia siedem lat…

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Agnieszka Granatowska


Janusz Sporek założył Music Education Center – polską szkołę muzyczną – w Nowym Jorku w 1991 roku. Zorganizował kilkanaście koncertów w Carnegie Hall, Lincoln Center i Katedrze św. Patryka. To nie tylko wielki pasjonat muzyki, ale i cierpliwy nauczyciel. Pod jego batutą wyszkoliło się kilka chórów i wielu znakomitych muzyków.

wróć

Fotorelacje

„Testament wolności. Pozwól, że opowiem Ci o Polsce…”

Sztuka pt. „Testament wolności. Pozwól, że opowiem Ci o Polsce…” przygotowana przez artystów z Teatru Wyobraźni Novum wpisuje się w obchody 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Spektakl ten prezentowany był w dwóch odsłonach: swoją premierę miał 4 listopada w Polskim Domu Narodowym w Hartford, natomiast pokaz finałowy odbył się 11 listopada w Trinity-on-Main w New Britain. Fot. Kinga Kościuk-Sejdor

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Kalendarium

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com