Nowy Jork

poleć serwis drukuj
Rafał Mohr dzięki...

Rafał Mohr: Nigdy nie marzyłem o spełnieniu „american dream”

05-12-2018

Na przełomie kwietnia i maja Rafał Mohr po raz kolejny odwiedził Nowy Jork – była to jego siódma wizyta w tym mieście w ciągu 11 lat. Aktor znalazł czas, by spotkać się z uczniami Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Cyryla i Metodego na Greenpoincie oraz porozmawiać z fanami w French Epi. Był także gościem honorowym Festiwalu Szkół Polonijnych w Stamford, CT, którego organizatorem była Centrala Polskich Szkół Dokształcających. Nam udało się wstrzelić w napięty grafik Rafała Mohra i zapytać go podczas rozmowy w jednej z kafejek na Brooklynie, co jest dla niego najważniejsze w życiu zawodowym.

Kiedy pierwszy raz byłeś w Wielkim Jabłku?

Było to dokładnie 11 lat temu – w 2007 roku przyjechałem na przesłuchanie do szkoły aktorskiej na Manhattanie – Maggie Flanigan Studio. Po 40 minutach przesłuchania okazało się, że zostałem przyjęty. Nigdy jednak nie skorzystałem z tej propozycji i nie przyjechałem na stałe do Nowego Jorku.

Wydaje się to wręcz niewiarygodne, że podszedłeś do egzaminu i kiedy go zdałeś, zrezygnowałeś z możliwości studiowania tutaj?

To rzeczywiście może wydawać się dziwne. Nie mogłem jednak rzucić wszystkiego, co osiągnąłem w Polsce. Miałem pracę w teatrze i rozpoczęte projekty. Powiedziałem o tym uczciwie Maggie Flanigan. W odpowiedzi usłyszałem, że w jej szkole zawsze będą dla mnie drzwi otwarte. I na tym moja przygoda ze studiami aktorskimi na Manhattanie się skończyła.

Bałeś się zaryzykować? Przecież studiowanie w tej legendarnej szkole jest marzeniem wielu aktorów?

Musiałbym wszystko postawić na jedną kartę. W momencie zdawania tego egzaminu miałem 32 lata. Już byłem w takim wieku, że nie chciałem studiować i po nocach pracować w barach, żeby się utrzymać. W Warszawie miałem pracę w teatrze i nie chciałem postawić swojego życia na jedną kartę. Jak przeliczyłem na spokojnie, ile by mnie to kosztowało, to musiałbym się pozbyć wszystkiego, czego dorobiłem się w Polsce i zacząć życie w Nowym Jorku praktycznie od zera. Moim zdaniem gra nie była warta świeczki. Powiedzmy sobie szczerze: aktorów na świecie jest mnóstwo. Polaków, którzy próbowali coś zdziałać na rynku amerykańskim, również było dużo i niewielu się udało spełnić amerykański aktorski sen. Pomyślałem sobie wówczas, że jak będę miał zagrać w amerykańskiej produkcji, to los mi to i tak przyniesie.

Czyli zdrowy rozsądek wziął górę nad marzeniami?

Nie należę do osób, dla których celem jest spełnienie swojego „american dream”. Spokojnie podchodzę do życia. Nowy Jork polubiłem na tyle, że co jakiś czas wpadam tu na kilka dni.

W takim razie co dał ci udział w tym przesłuchaniu?

Utwierdzenie w przekonaniu, że jeżeli człowiek czegoś bardzo chce, to może to osiągnąć i nie istnieją żadne ograniczenia. Wówczas miałem 32 lata i już patrzyłem na świat z innej perspektywy. Jestem tradyccjonalistą w tych sprawach i może nie jestem zbyt odważny. W Polsce miałem i mam swoich widzów i fanów. Życie jest bardzo krótkie i nie muszę nikomu ani sobie udowadniać, że mogę wejść jeszcze wyżej na drabinie kariery zawodowej. Każdy na świecie jest na swój sposób inny i wyjątkowy. Nie ma takich samych ludzi – w tym tkwi właśnie nasza siła, aby zrozumieć, że nasza wyjątkowość polega na tym, że po prostu jest w naszym wnętrzu. Ważne jest, jak to wykorzystamy. Nie musimy za wszelką cenę ulegać konsumpcji. Nie musimy poddawać się światu, który widzimy w reklamach i filmach zakończonych happy endem. To wszystko jest złudne, nie znamy tego świata, tylko go sobie imaginujemy. Byłem w Hollywood i co się okazało? Że miejsce, o którym marzy większość aktorów, jest najbrzydszym miastem, jakie kiedykolwiek w życiu widziałem.

A przecież większość osób na świecie chciałaby choć na chwilę się tam znaleźć...

To jest to złudne wyobrażenie kreowane przez media. Tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy, że nie znamy życia w Hollywood, wyobrażamy tylko sobie, że jest tam pięknie. A w rzeczywistości jest to miejsce, w którym w domach z tektury mieszkają sfrustrowani mieszkańcy z wielkimi aspiracjami aktorskimi. Prawie każdy: sprzedawca, kelner, murarz czy lekarz jest zapisany w agencji i czeka na swoją rolę marzeń. Ludzie w ten sposób tracą całe życie i najlepsze momenty im uciekają. Czekają na realizację marzeń, które tak naprawdę się nigdy nie ziszczą. Ja nie chciałem tak żyć. Dokonałem świadomego wyboru.

Czyli nie myślisz o przeprowadzce do USA, a tym bardziej o życiu w Nowym Jorku?

Nie myślę o zmianie kraju. Może gdybym miał 20 lat mniej, to owszem, wyjechałbym z Polski, ale nie do USA, tylko do Europy, np. do Londynu. Wiem jedno – Nowy Jork nie jest miejscem, gdzie mógłbym mieszkać na stałe. Tu jest brudno, głośno i tak naprawdę trudno byłoby mi się odnaleźć w takim chaosie. Może z wiekiem dojrzałem i zmieniłem się wewnętrznie, osiągnąłem pewnego rodzaju stabilizację i nie imponują mi tego typu wrażenia. Osobiście potrzebuję większego spokoju. Nowy Jork lubię, ale z perspektywy turysty.

W takim razie gdzie lubisz spędzać czas, kiedy odwiedzasz Nowy Jork?

Bardzo lubię Metropolitan Opera – za każdym razem, kiedy tu jestem, muszę spędzić w operze choć jeden wieczór. W zasadzie pobyt w Nowym Jorku uważam za udany wówczas, kiedy uda mi się zaliczyć operę. Nie jestem typem, który biega po teatrach, po Broadwayu, mniej mnie to kręci. Opera daje mi szerszą perspektywę odbioru sztuki. Podczas tegorocznej wizyty byłem również w Muzeum Historii Naturalnej i zachwyciła mnie tam wystawa żywych motyli. To było piękne przeżycie kiedy motyle przylatywały tak blisko i siadały na ramionach. Lubię też wracać do ulubionych miejsc w Central Parku. Zawsze odwiedzam stoliki szachowe i jadam tam chrupiące bagietki popijając kawą.

Podobno od dziecka marzyłeś, żeby zostać aktorem i to marzenie bardzo szybko się spełniło. Pierwszy casting i od razu główna rola u znakomitego reżysera Władysława Pasikowskiego. Czy można Cię zatem nazwać szczęściarzem?

Można powiedzieć, że jestem człowiekiem spełnionym. Jako dziecko żyłem wielkim marzeniem właśnie o aktorstwie. Uwielbiałem teatr i oglądałem w telewizji namiętnie sztuki teatralne. W wieku 20 lat dostałem główną rolę niemal na tacy. Pamiętam ten moment, było to bardzo przyjemne uczucie i tak naprawdę po tym nie miałem większych marzeń. Jako początkujący student dostałem główną rolę u boku gwiazd polskiego kina. Byłem potwornie przestraszony i niepewny tej sytuacji. W zasadzie to jeszcze nic nie umiałem, byłem dopiero po pierwszym roku studiów. Później już było mi trudno marzyć o czymś wspanialszym. Po prostu nauczyłem się żyć z tym, co daje mi los i tak jest do dzisiaj. Kiedyś myślałem, że taki tok myślenia nie jest wartością. Jednak z wiekiem doszedłem do wniosku, że życie w zgodzie z samym sobą i z tym, co daje nam świat każdego dnia, jest bardzo cenną cechą.

Nie wierzę, że nie masz marzeń.

No może kilka zawodowych pomysłów chodzi mi po głowie (uśmiech). Teraz, po 23 latach pracy jako aktor, chciałbym stanąć po drugiej stronie i spróbować swoich sił jako reżyser teatralny. Chciałbym również więcej grać w filmach, choć ostatnio na brak zajęcia nie mogę narzekać. W minionym roku zagrałem w trzech produkcjach u wspaniałych reżyserów: Władysława Pasikowskiego, Krzysztofa Zanussiego i Wojciecha Smarzowskiego. Ale moim największym marzeniem na tę chwilę jest wybrać się na urlop na Polinezję Francuską. Położyć się na leżaku i nic nie robić. Pić kawę, czytać książki i tak poleniuchować przez miesiąc, a potem wrócić wypoczęty i pełny energii do pracy.

No widzisz, czyli jednak masz jakieś marzenia i to sprecyzowane. Twierdzisz, że chciałbyś grać więcej w filmach. Czujesz się lepiej jako aktor teatralny czy telewizyjny?

Trochę zmieniło się moje nastawienie do tej kwestii. Wcześniej bałem się ról teatralnych. Teraz doceniam fakt, że to właśnie teatr ma swoją jedyną i niepowtarzalna magię i energię, która wytwarza się między publicznością a aktorem. Na deskach teatru gra się tu i teraz. Odczuwalna jest niesamowita więź między aktorem a widzem. Tych emocji nie da się porównać z niczym innym. W filmie natomiast jest miejsce na pomyłki. Zawsze można powtórzyć ujęcie i doszlifować je do perfekcji. W teatrze nie ma na to szans.

Gdzie tak zapracowana osoba jak Ty regeneruje siły?

Po ciężkim okresie pracy staram się wyjechać w jakieś zaciszne miejsce za granicę. Lubię też wracać do swojego rodzinnego Bytowa. Bywa też tak, że kiedy mam bezsenną noc, to wsiadam do samochodu i jeżdżę po Warszawie. Nie ma wówczas korków i po godzinnej jeździe samochodem wracam do domu całkowicie zrelaksowany.

A często zdarza Ci się wpadać do rodzinnego Bytowa?

Dwa, trzy razy w roku odwiedzam swoje rodzinne strony.

Jak odbierają Cię starzy znajomi oraz mieszkańcy Bytowa?

Wszyscy się już przyzwyczaili, że jestem aktorem i gram w filmach. Wcześniej, kiedy w 1995 roku wyjechałem do Warszawy, to była sensacja. Nie było internetu i tej ogólnie pojętej medialności, która teraz jest, więc takie pojawienie się w rodzinnym mieście wzbudzało sensację, tym bardziej, że każdy mógł zobaczyć mnie na dużym ekranie w kinie.

Uczysz przyszłych adeptów sztuki aktorskiej. Na co w szczególności zwracasz studentom uwagę, co według Ciebie jest najważniejsze w pracy aktora?

Podczas zajęć w AktoRstudio Romy Gąsiorowskiej powtarzam studentom, że najważniejsze są oczy i to one mówią prawdę. Jak student ma prawdę w oczach, to ma ją wszędzie: w głosie, ruchu, mimice oraz gestach. Jest to rzecz bardzo trudna, ale do nauczenia. Popatrzmy na piękną techniczną grę Meryl Streep. Ona zawsze jak płacze przed kamerą podnosi wzrok do góry. Nie boi się pokazać prawdziwych łez. Jej aktorstwo jest przykładem na to, jak jest niesamowicie technicznie przygotowana do wykonywania swojego zawodu .

Zatem, gdybyś miał szansę zagrać w jednym filmie z amerykańskim aktorem lub aktorką, to...

To bez wątpienia byłaby to właśnie Meryl Streep.

Życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Agnieszka Granatowska


Organizatorzy kierują specjalne podziękowania za zorganizowanie spotkania z fanami Rafała Mohra dla Beaty Eider, właścicielki French Epi na Greenpoincie.


RAFAŁ MOHR

Utalentowany aktor młodego pokolenia. Popularność zdobył przede wszystkim w serialach telewizyjnych. Debiutował w głównej roli w filmie „Słodko gorzki” Pasikowskiego, znany jest z popularnego serialu „Pitbull”. Urodził się 3 mają 1975 r. w Bytowie. Studia aktorskie w warszawskiej Akademii Teatralnej ukończył w 1998 roku, zdobywając nagrodę im. Aleksandra Bardiniego dla najlepszego absolwenta Akademii Teatralnej przyznawaną przez rektora tej uczelni. Rafał Mohr występował na scenach w Teatrach: Polskim, Atelier w Sopocie, Polskim w Bielsku-Białek. Grał w przedstawieniach Barbary Sass, Magdaleny Łazarkiewicz, a także u Krystyny Jandy w Teatrze Polonia. Obecnie oglądamy go w „Pitbull. Ostatni pies” w reżyserii Pasikowskiego.

wróć

Fotorelacje

Pielgrzymki do Amerykańskiej Częstochowy

Tradycyjnie już od ponad 30 lat druga niedziela sierpnia jest dniem przybycia pieszych pielgrzymek do Amerykańskiej Częstochowy. Pątnicy mieszkający na co dzień w różnych stanach USA wędrują do Duchowej Stolicy Polonii z okazji uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, jednocząc się szczególnie w tym czasie z naszymi rodakami pielgrzymującymi na Jasną Górę w Polsce. Fot. czestochowa.us

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Kalendarium

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com